Wydanie nr: 3 (169) MARZEC 2017
ISSN 1643-0883 | RPR 1392












Pomnik Paderewskiego







Natalii Drukarnia Etykiej











JAWI









































Pokaz wazeliniarstwa…

Od wielu miesięcy niemal wszyst­kie polskie media przygotowywały nas na przybycie żołnierzy amerykańskich, przekonując, że to konieczne i wynika ze strategii NATO. Ale ceremonia po­witania US Army w Żaganiu i potem 16 pikników żołnierskich, w każdym województwie, były - jak trafnie za­uważył w PRZEGLĄDZIE prof. Broni­sław Łagowski („Amerykanie przyszli", nr 3/2017) jednym wielkim aktem dzięk­czynienia za dobrodziejstwo, jakie nam uczynili Amerykanie. Rzeczywiście, wazeliniarstwo na skalę światową, choć twierdzę, że US Army może w Polsce zrobić dużo dobrego - ta armia ma do­świadczenie w przywracaniu demokra­cji na całym świecie. A w tym temacie roboty u nas nie brakuje.

Spora grupa polskich dziennikarzy oczekiwała Amerykanów już w nie­mieckim porcie Bremerhaven, aby potem relacjonować przejazd do Pol­ski brygady pancernej stacjonującej na co dzień w Fort Carson w stanie Kolorado. Pod niebiosa wychwalano czołgi Abrams, wozy piechoty Bradley, samobieżne haubice Paladin i samochody Hunrwee, rozmawiano z żołnierzami ogromnie zadowolonymi z przyjazdu do Polski, choć chyba nie wszyscy wiedzieli, co to za kraj. W Ża­ganiu amerykańscy wojskowi brali na ręce dzieci i pokazywali, czym strzelają i zabijają.

Niby takie sobie relacje reporter­skie, niewinne, dużo ciekawostek, rozmów. Tylko od czasu do czasu do­dawano, że teraz Polska będzie bez­pieczniejsza i nie będziemy już bać się Rosji. Konkretnego wroga wskazywali również politycy. Premier Beata Szydło powiedziała w Żaganiu, że teraz nasze bezpieczeństwo zapewniają „repre­zentanci najlepszej, najsilniejszej, naj­wspanialszej armii świata", a Antoni Macierewicz, że Amerykanie dadzą nam „gwarancję niezależności od naci­sków militarnych ze strony rosyjskiej".

Bombardowanie kłamstwami

A ja bardziej niż amerykańskich czołgów boję się zaangażowania pol­skich dziennikarzy w proceder wska­zywania Rosji jako naszego wroga. Dzisiaj na świecie nie ma żadnej woj­ny bez udziału mediów. Najpierw to dziennikarze wmawiają społeczeń­stwu, że wojna jest niezbędna, wska­zują przeciwnika, kłamią na potęgę. To oni dokonują pierwszego bombardo­wania, dopiero potem nadchodzi woj­sko. Po latach dowiadujemy się, jak media kłamały.

Coraz więcej jest dowodów, że Bush, Cheney i Rumsfeld najpierw podjęli decyzję o wojnie z Irakiem, a dopiero potem CIA sfabrykowała raport, oskarżając Saddama Husajna o posiadanie broni masowego rażenia i utrzymywanie kontaktów z Al-Kaidą. Najpierw ekipa George'a Busha świa­domie wprowadzała w błąd opinię publiczną, cynicznie okłamywała cały świat, podsuwając dziennikarzom fał­szywe dokumenty, rzekomo pewne dane wywiadowcze, a dopiero potem w 2003 r. doszło do inwazji na Irak. To dziennikarze przygotowali grunt do tej operacji, w której straciło życie 200 tys. Irakijczyków oraz 4,5 tys. żołnierzy amerykańskich. Interwencja amery­kańska doprowadziła do powstania państwa ISIS i do kolejnej strasznej wojny w Syrii.

A jak było w Libii? Najpierw an­gielskie i amerykańskie gazety, znów opierając się na rzekomo pewnych wiadomościach wywiadowczych, po­informowały, że Muammar Kaddafi zgromadził wielkie ilości gazu musz­tardowego i innych rodzajów broni chemicznej, aby użyć tego przeciwko własnemu narodowi. Dopiero po ta­kim przygotowaniu propagandowym doszło do ataku na Libię.

W raporcie z komisji Kongresu USA z 1976 r. można się dowiedzieć, że wy­wiad amerykański korzysta z usług kil­kuset dziennikarzy na całym świecie, którzy „zapewniają CIA bezpośredni dostęp do wielu gazet i czasopism, agencji prasowych, stacji radiowych i telewizyjnych, komercyjnych wydaw­ców książek i innych mediów zagranicznych". Ci ludzie mu­szą pisać, co im CIA każe, bez względu na to, czy informacje są prawdziwe, czy sfabrykowa­ne. Jednym z nich był Udo Ulfkotte, niemiecki dziennikarz, który 13 stycz­nia, czyli niemal w tym samym czasie, gdy żołnierze amerykańscy przekra­czali polską granicę, zmarł w wieku 56 lat na zawał serca. Jego też zmu­szano do prowokowania Rosji.

Kupiony dziennikarz

Dr Udo Ulfkotte był politologiem po studiach na University of London, przez 25 lat pracował jako dziennikarz, w tym 17 lat dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung", kilka lat był zastępcą redak­tora naczelnego. Pisał korespondencje wojenne z wielu frontów i specjalizo­wał się w tematyce służb specjalnych. W 2014 r., już po odejściu z „FAZ", opublikował książkę „Przekupieni dziennika­rze" („Gekaufte Journalisten"), w której wyznał, że sam przez wiele lat kłamał, zatajał prawdę i był do tego odpowied­nio przygotowywany, bo współpra­cował z CIA i wywiadem niemieckim, BND. Opisał, jak CIA płaci dziennika­rzom za publikowanie dostarczonych przez wywiad informacji, jakie łapówki otrzymują od BND. Gdy ktoś podejmie się współpracy, a potem nie chce cze­goś napisać, traci pracę w mediach. Ulfkotte podał metody werbunku dzien­nikarzy i nazwy instytucji wywiadow­czych, które ich szkolą. A zdecydował się na upublicznienie tego wszystkiego, bo jak stwierdził, CIA manipuluje, pod­syca szczególnie antyrosyjskie nastroje i dąży do wojny z Rosją.

Tuż po wydaniu w 2014 r. książki udzielił wywiadu dziennikarzowi Ame­rican Free Press, w którym przyznał, że szpiegiem został w latach 80. jeszcze jako student. Najpierw finansowano mu różne seminaria, a po obronie pracy doktorskiej załatwiono pracę w „FAZ", gdzie został korespondentern wojennym, choć dziennikarskie­go doświadczenia wtedy jeszcze nie miał. Pracował w Iraku, Iranie, Afga­nistanie, Arabii Saudyjskiej, Omanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Egipcie i Jordanii. Tam kontaktował się z agentami CIA, BND, brytyjskiego MI6 i izraelskiego Mosadu, którzy do­starczali mu informacji.

Ulfkotte opowiedział też o dziennika­rzach, którzy, choć nieopłacani bezpo­średnio przez agencje wywiadowcze, wynagradzani są upominkami, awan­sami, odznaczeniami, zaproszeniami na kongresy z udziałem światowych elit; ich artykuły są cytowane na całym świecie, dostają ważne nagrody. Cza­sem jadą oni na specjalne „konferencje prasowe", najczęściej do Szwajcarii, na których za samo przybycie otrzymują koperty z 500 euro w środku.

W wywiadzie dla rosyjskiej telewi­zji Russia Today Ulfkotte stwierdził: „Bardzo obawiam się nowej wojny w Europie. (...) Wojna nigdy nie przy­chodzi sama z siebie, mamy zawsze ludzi, którzy do niej dążą, i nie są to tylko politycy, ale też dziennikarze. (...) Zdradziliśmy naszych czytelników tyl­ko po to, by dążyć do wojny. (...) Nie chcę już dłużej tego robić. Mam dość tej propagandy.

Teorie spiskowe

Od dwóch lat „Przekupieni dzienni­karze" są bestsellerem w Niemczech, książka miała sześć wydań, ukazała się też w Wielkiej Brytanii. Żadna agencja wywiadowcza nie zabrała głosu i trud­no stwierdzić, ile w tym wszystkim jest prawdy, a ile teorii spiskowych. Redakcja „FAZ" wydała oświadczenie w którym stwierdziła, że Udo Ulfkotte, pisząc „Gekaufte Journalisten", nie był już jej pracownikiem, i zagroziła pro­cesami, gdyby ktoś chciał jego wypo­wiedzi wykorzystywać przeciwko niej. Koledzy Ulfkottego nie wypowiadają się publicznie. Natomiast wielu nie­mieckich dziennikarzy uważa, że choć trochę przesadził, ma dużo racji. Za­miast walczyć o pokój, wywiady używają środków masowego przekazu do wszczynania międzynarodowych konfliktów, sugerują, które państwo atakować, a które oszczędzać. Teraz, jak pisze Ulfkotte, robi się wszystko, aby pokazać, jak wielkim zagrożeniem dla świata jest Rosja.

W książce nie ma zbyt wielu do­wodów na opłacanie dziennikarzy, bo - jak pisze autor - agencje wywia­dowcze są ostrożne, pieniądze często płyną przez organizacje pozarządowe, fundacje, programy europejskie, jako wynagrodzenie za spotkania, prelek­cje, uczestnictwo w imprezach. On sam poznał te mechanizmy korumpo­wania dziennikarzy, bo przez pewien czas zasiadał w kierownictwie Fundacji Konrada Adenauera. Będąc w niej, też pisał teksty na zamówienie służb wy­wiadowczych, choć przyznaje, że za te usługi płacono mu marnie, i cytuje agenta CIA, który Philipowi Grahamo­wi z „Washington Post" powiedział: „Dziennikarza możemy mieć taniej niż dziwkę, za 100 dol. na miesiąc".

Ulfkotte bardzo stanowczo sprze­ciwiał się opiniom, że fake news, czyli fałszywe informacje, powstają spontanicznie na portalach społecznościowych i potem są rozpowszech­niane przez media. Jego zdaniem wymyślane są przez całe zespoły eks­pertów w agencjach wywiadowczych i podrzucane portalom internetowym, trafiając tą drogą do mediów. Propa­gowanie kłamstw poprzedza prawie każdy konflikt militarny.

Brońcie naszej demokracji!

Gdy kilka dni temu w tygodniku „Der Spiegel" znalazłem informację o śmierci Ulfkottego i potwierdzenie, że nastąpiła w sposób naturalny (a na początku padały różne przypuszcze­nia), natychmiast pomyślałem, że to wszystko, z czym nie mógł się pogo­dzić niemiecki szpieg dziennikarz, zna­komicie wpisuje się w strategię Prawa i Sprawiedliwości. Trzeba pisać, że Rosja jest naszym wrogiem, wymyślać fake news, kłamać, denerwować Putina. Tego samego CIA wymagała od Ulfkottego. Nie twierdzę, że wszyscy nasi dziennikarze i politycy są na żoł­dzie CIA, robią jednak to samo, czego chcą wszystkie wywiady - podgrzewa­ją stan zagrożenia wojną, tym samym doprowadzając do zwiększania zaku­pów sprzętu wojskowego itd.

Stany Zjednoczone po wojnie posłały już swoje wojska do ponad 50 krajów i zawsze twierdziły, że ro­bią to w imię obrony praw człowieka, demokracji i wolności. Uważam, że w Polsce mają dużo do zrobienia. (Źródło: Magazyn „Ptzegląd” wyd. 25)/


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner



Witryna, na której się znalazłeś wykorzystuje pliki cookies, dalsze korzystanie z niej oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności.

Tak, rozumiem