Wydanie nr: 3 (175) CZERWIEC 2018
ISSN 1643-0883 | RPR 1392












Pomnik Paderewskiego





Gmina Kleczew









Natalii Drukarnia Etykiej

Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowe w Kleczewie













JAWI





































Jak nie można po dobroci, to...

Motoryzacja to piękne przedsięwzięcie cywilizacyjne. Dawno temu każdy Indianin miał konia, teraz każdy – no, może nie każdy – Polak ma samochód. Bywa, że „nówkę” z salonu raczej na raty, aniżeli za gotówkę, ale w zasadzie „z drugiej ręki” od Niemca, Holendra, Francuza, rzadziej Włocha. Samochód wyglądający jak prosto z fabryki, w rzeczywiśtości wysłużony „rzęch”, co najmniej dziesięcioletni, a bywa, że i starszy. Najważniejszy, że toto jeździ.  I takich aut mamy dzisiaj nadmiar, tak samo jak niewydarzonych właścicieli – kierowców, którym ich auto myli się z koniem: „Wiśta wio! Od sie, do sie, i prrrr – stój!”. I to jest największy problem.

Za niesłusznego ustroju, kiedy Trabant, Syrenka, później Wartburg i Fiat 125 były obiektami marzeń, kultu i pożądania i też były nie dla każdego, na ogół nie słyszało się o tym, żeby Milicja Ludowa w czasie weekendu złapała – na przykład – iluś tam kierowców jeżdżących na „podwójnym gazie”. Albo nie „konsumowali”, albo po „kielichu” nie siadali za kierownicą.

Po tym jednak, jak zmiana ustroju otworzyła granicę i wprowadzono liberalny „swobodny przepływ kapitału” ruszyła lawina - przepływ samochodów z Zachodu na Wschód. Rozpętało się tsunami motoryzacyjne, a równocześnie tsunami „robienia” praw jazdy. Przez każdego, także przez trunkowych. Albowiem podczas kursów na prawo jazdy kandydata na kierowcę egzaminuje się z budowy silnika, natomiast nie zadaje się pytania o to, czy lubi on sobie wypić. A jak już dostanie prawo jazdy, jest „po ptakach”. Wiadomo, że jak lubi, to kiedyś sobie wypije, głównie podczas weekendu, bo pogoda ładna, do roboty iść nie trzeba, a towarzystwo sympatyczne. Rezultaty, jakie są każdy widzi…

Podczas ostatniego „dłuuuugiego” majowego weekendu, policja drogowa wychwyciła grubo ponad tysiąc kierowców na szlakach, którzy mieli ewidentne problemy z wdychaniem w ustnik alkomatu. Biorąc pod uwagę statystykę, te ponad tysiąc osób na „podwójny gazie” to zapewne tylko 10 procent z ogółu wypełniających autostrady, drogi szybkiego ruchu i trakty gminne. Jak na taką liczbę kierowców „po”, trupów na drogach nie było zbyt wielu, ale te które tam się znalazły to i tak za wiele. Teraz, kiedy lato zaczyna być w pełni, ofiar pijanych kierowców będzie więcej. Trzeba więc wreszcie podjąć działania, aby w ogóle wyeliminować kierowców-pijaczków.

Apele policji, księży, mediów pod ogólnym hasłem „Piłeś nie jedź!” to bajeczki dla grzecz-nych dzieci, tak samo jak mandaty 200-zlotowe za przekraczenie prędkości. Z pijakami trzeba ostrzej. Jak „nie po dobroci”, to „siłą”. Jedynym skutecznym „batem” na tych „po kielichu wczoraj” i „po małym piwie” rano może być: po pierwsze zabieranie prawa jazdy na stałe, nie na trzy miesiące, po drugie - natychmiastowa  konfiskata pojazdu, przecież potencjalnego  narzędzia zbrodni zabójstwa na szosie i wreszcie po trzecie – poinformowanie opinii publicznej,  kto na tym „podwójnym gazie” jechał.

Nie można dłużej biernie przyglądać się temu, że w czasie weekendu na polskich drogach w wypadkach drogowych spowodowanych przez pijaków, ginie więcej ludzi, aniżeli umiera w hospicjach. Trzeba temu położyć kres upowszechnić hasło „ Jechałeś na  „podwójnym gazie” – to więcej nie pojedziesz.”. I to tyle przed zbliżającym się weekendem.

Jerzy A. Gołębiewski


 


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner



Witryna, na której się znalazłeś wykorzystuje pliki cookies, dalsze korzystanie z niej oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności.

Tak, rozumiem