Wydanie nr: 5 (177) PAŹDZIERNIK 2018
ISSN 1643-0883 | RPR 1392












Pomnik Paderewskiego

Uniwersytet im.Adama Mickiewicza





Gmina Kleczew









Natalii Drukarnia Etykiej

Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowe w Kleczewie













JAWI





































Nowy rok szkolny - problem edukacji...

Właśnie rozpoczął się nowy rok szkolny i młodzież ruszyła do szkół. Wydarzenie, powtarzające się każdego roku, o tej samej porze wydarzenie, któremu nie powinniśmy się dziwić, a jednak, mimo wprowadzenia nagłośnionej reformy oświatowej, dziwimy się z dużą troską. Otóż, przy okazji wprowadzania tej reformy, jej twórcy zapomnieli o tym, że właśnie mamy rok 2018, rok dalszego dynamicznego, globalnego rozwoju nauki i wiedzy, dalszego przeobrażania społeczeństw we wszystkich obszarach ludzkiego życia.  Także w obszarze edukacji. Tymczasem, już po pierwszych doniesieniach na temat skutków polskiej reformy oświatowej, odnosimy wrażenie, że polska edukacja nadal będzie edukacją anachroniczną, prowincjonalną, obciążającą umysły edukowanych zasobami pamięciowymi, edukacją podręcznikową, zamiast edukacją kształtującą zdolność myślenia, rozumienia i stałego rozwoju umysłowego. I tu rodzi się problem.

Był kiedyś w Polsce jeden taki minister, który zanim przystąpił do rozwiązywania jakiegokolwiek problemu, miał sam do siebie mówić: no, tak, co kartofel to problem. Więc odwołajmy się do tego przysłowiowego kartofla.

W II Rzeczypospolitej, do czasu wybuchu II wojny światowej, polski system edukacji wyglądał tak: najpierw była siedmioklasowa szkoła powszechna z tym, że młodzież, która nie miała aspiracji, aby kontynuować dalszą naukę, kończyła siedem klas i wybierała sobie zawody głównie rzemieślnicze. Absolwenci klasy siódmej wybierali więc szkoły zawodowe i zostawali na przykład znakomitymi mechanikami, wykwalifikowanymi fryzjerami, krawcami, hydraulikami, malarzami, szoferami, budowlańcami, elektrykami i kolejarzami. Natomiast młodzież aspirująca do szkół wyższych, kończyła po szóstej klasie edukację w szkole powszechnej i przechodziła od razu do czteroklasowych gimnazjów na zakończeniu których, otrzymywała tak zwaną małą maturę po czym, kierując się jeżeli chciała iść dalej, przechodziła do dwuletniego liceum – a wtedy miała wybór między liceum humanistycznym, a przyrodniczym – i kończyła edukację pełną maturą. Jak mawiał znany aktor i satyryk – Kazimierz Rudzki: ale była to przedwojenna matura – czytaj: wzór znakomitej edukacji, nie przystający niestety, do dzisiejszych realiów. 

Jakość polskiej edukacji po wojnie zaczęła się szybko obniżać – przedwojenni nauczyciele, głównie mężczyźni, to była klasa sama w sobie, znakomicie przygotowanie do zawodu, o wysokich walorach intelektualnych, moralnych i patriotycznych, często też o kwalifikacjach akademickich – wraz z postępującą feminizacją zawodu, spadkiem prestiżu nauczycieli i obniżaniem się także ich pozycji materialnej, odchodzili od zawodu. Nauczyciele o najwyższych kwalifikacjach mężczyźni, przechodzili do zawodów znacznie lepiej płatnych, o większym prestiżu społecznym. Edukacja obniżała się więc w zastraszającym tempie, co przyspieszyła ówczesna reforma likwidująca gimnazja, wprowadzająca na to miejsce ośmioklasowe podstawowe szkoły powszechne.

Taki stan, po wprowadzonej obecnie reformie, na dobrą sprawę nadal. Szkoły nadal są wyjątkowo sfeminizowane – z całym szacunkiem dla polskich nauczycielek – jednak poziom tychże daleki jest od ideału z wielu powodów, przede wszystkim dlatego, że nauczycielki są obciążone obowiązkami rodzinnymi, macierzyńskimi oraz innymi, niestety związanymi z samym życiem, co znakomicie utrudnia im stałe podnoszenie kwalifikacji, śledzenie postępu w nauce i edukacji światowej. Wśród polskich nauczycieli – znowu z najwyższym szacunkiem dla Pań – nie spotkałem, ani Pań filozofów, ani Pań inżynierów, ani Pań nauczycieli akademickich, a czasami spotykane takie wyjątki, tylko potwierdzają regułę. W moim dawnym gimnazjum i liceum – wcale nie ekskluzywnym - nauczycielami łaciny, fizyki, propedeutyki filozofii i matematyki byli na przykład wykładowcy akademiccy. I dlatego dzisiaj wspominam ich jako moich mistrzów. Nawet nauczycielem historii Kościoła i religii – istniał taki przedmiot - był wspaniały ksiądz prałat, za którym z radością biegaliśmy na mszę świętą, a nie, jak to teraz bywa w wielu szkołach, że religii uczy pani katechetka, głównie ucząc uczniów pacierzy. Ale wróćmy do edukacji, jako takiej.

Wprowadzona ostatnio reforma oświatowa zrobiła zatem to, co zrobiono w początkach PRL-u. Zlikwidowano gimnazja, wprowadzając na powrót ośmioletnią szkołę podstawową, zakończoną egzaminem, dającym wstęp do liceów o profilu ogólnym – nie słyszałem jeszcze o tym, żeby licea te były profilowane na humanistyczne, matematyczno-przyrodnicze, czy na przykład ekonomiczno-finansowe.  Teraz też  - wskutek likwidacji wielu szkół podstawowych - licznie pojawiły się dawno zapomniane przeludnione klasy, nauczanie na dwie zmiany, a programy nauczania przeładowano tak, że w wielu szkołach młodzież będzie przesiadywać po 8 i 9 godzin, co w połączeniu ze zrozumiałym zmęczeniem psychicznym i fizycznym uczniów oraz ich nauczycieli, skutkować musi obniżaniem się poziomu i skutków edukacji. Ale powiedzmy, że to być może jest najmniejszy problem. Problemem numer jeden jest wszakże ten, że w nowej reformie nie uwzględniono ani niezbędności wymiany kadry nauczycielskiej i wprowadzanie do zawodu większej liczby j mężczyzn, specjalistów, nauczycieli – o szerokich kwalifikacjach merytorycznych, ludzi nowej epoki, ludzi nowoczesnego spojrzenia na otaczającą rzeczywistość, intelektualistów, ale także akademickich nauczycieli przedmiotów ścisłych, czy nauczycieli języków, oraz czynnych twórców. Nie powiedziano też nic, ani o tym, co wspomniałem wyżej, ani o niezbędności wyraźnego wzmocnienia prestiżu takich właśnie nowych nauczycieli, proponując im konkurencyjne płace na poziomie gwarantującym godne, normalne życie, minimalny komfort cywilizacyjny umożliwiający im stałe podnoszenie kwalifikacji zawodowych i życie tylko szkołą. Nie pomyślano też o konieczności stworzenia nowatorskich programów nauczania, dostosowanych do stojącego już u drzwi XXII wieku, do rozwijającej się globalnie epoki wiedzy. No, ale kto miały to zrobić? Właśnie.

I to wszystko. Witaj szkoło!

Jerzy A. Gołębiewski
 


Przedruki tekstów tylko po uzyskania zgody redakcji EuroPartner



Witryna, na której się znalazłeś wykorzystuje pliki cookies, dalsze korzystanie z niej oznacza wyrażenie zgody na wykorzystanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce Prywatności.

Tak, rozumiem